"Był drewniany kiedyś. A przed stanem wojennym już tak spróchniał, że metalowy postawiłam. Jako ozdobę to nie chciałam płotka, bo to nie wypada przy krzyżu. Taki piękny w hucie zamówiłam łańcuch: lany, grubszy niż moja ręka. I jakiś miesiąc temu ukradli. 
Moja babcia jak była mała to już pamięta, że ten krzyż stał. Opowiadała mi, że pod nim ludzi chowali. Raz pamięta, że przyszli tacy wędrowni, z łańcuchami, zbóje jak to się kiedyś mówiło, a że akurat ktoś im zmarł, to tu pod tym krzyżem pochowali. 
Ale potem też tu chowali. W czasie powstania. Bo tędy do Pruszkowa całą dobę ludzi pędzili. Tu na polu jednego zabili. Zboże tu rosło. Gospodarze specjalnie nie kosili, żeby łatwiej tym ludziom było uciekać. Ale nie zdążył. To go później mój tatuś, też koło tego krzyża pochował. Dopiero po wojnie ekshumacja była i go na cmentarz przewieźli. 
Raz do roku krzyż malujemy. Uważam, że się niedługo wyniosę na tamten świat i aby łatwiej ludziom było dbać, to sadzę takie wieloletnie kwiatki: malwy, marcinki, tulipany."